Naucz dziecko niezależności, a zyskasz czas dla siebie!
Nie oszukujmy się – jedną z najtrudniejszych nauk, jakie przekazujemy naszym dzieciom, jest nauka samodzielności. I trudno stwierdzić, dla kogo jest ona większym wyzwaniem: dla malucha czy dla rodzica? W końcu im bardziej dziecko się uniezależnia od nas, tym ciężej nam – rodzicom się z tym pogodzić. Noszenie na rękach, ubieranie, karmienie – powoli odchodzą w niepamięć i trzeba to zaakceptować. Więcej! Trzeba dziecku w tym pomagać.
Potrzeba niezależności
Pęd do samodzielności to naturalny etap w rozwoju dziecka. Najważniejszy okres uzyskiwania i wręcz swoistej walki o bycie niezależnym, to wiek około dwóch lat. Pamięta go dobrze większość udręczonych "strasznie normalnym" dwulatkiem. Dzieci mające kłopot z ubieraniem, jedzeniem, myciem, a potem z rysowaniem, czy pilnowaniem swoich obowiązków, to dzieci rodziców wychowujących je w pewien określony sposób – do "bycia niesamodzielnym". Wynika to zazwyczaj z pewnego rodzaju miłości rodzicielskiej, która jest krótkowzroczna. Wyręczanie dziecka we wszystkim, to dawanie mu czytelnego komunikatu, który brzmi: "Nie można ci ufać", "Bez rodziców sobie nie poradzisz", "Nic nie umiesz", "My wiemy lepiej".
Są i tacy rodzice, których zwiększająca się samodzielność dziecka, po prostu przeraża i złości. Niezależność dziecka często bywa dla takiego rodzica sygnałem, że jest on coraz mniej potrzebny, a to uczucie niespecjalnie mu się podoba. Powodów, dla których rodzice hamują u dziecka naturalną potrzebę rozwoju i bycia samowystarczalnym, jest wiele. Oto przykłady:
- strach, że zrobi sobie krzywdę (lub coś zepsuje);
- pewność, że zrobimy coś szybciej i lepiej (szczególnie, gdy nam się śpieszy, a tak jest prawie zawsze);
- przekonanie, że jest jeszcze małe i nie musi nic robić ("Jeszcze się w życiu napracuje");
- obawa, że jak mu się nie uda, to będzie mu smutno z tego powodu, będzie płakało (a jako rodzice "mamy za zadanie oszczędzić dzieciom przeżywania porażek").
Prawidłowy rozwój dziecka zaczyna się od silnego, wręcz symbiotycznego związku z matką (lub inną bliską osobą), aż do stopniowego rozluźniania tych relacji tak, aby uczenie dziecka bycia niezależnym i samodzielnym, zaowocowało w przyszłości przygotowaniem do dorosłego życia. Taka symbioza z matką trwa do mniej więcej ósmego miesiąca życia, potem nadchodzi czas na samodzielność odpowiednią do wieku. I to z pewnością jest bardzo trudne.
Jak więc pomóc dziecku osiągnąć niezależność?
Kiedy i jak pozwalać na samodzielność? Co dziecko powinno wykonywać już samo, a czego nie? Trudno tu o jedną konkretną odpowiedź, bo rozwój każdego dziecka jest sprawą niezmiernie indywidualną. Na pewno musi to być samodzielność na miarę wieku, początkowo szczególnie kontrolowana i dyskretnie połączona z dużym wsparciem rodzica (nie mylić z wyręczaniem!).
Ogólnie trzylatek powinien sam (lub z niewielką pomocą) się rozebrać, włożyć łatwiejsze części garderoby, zjadać samodzielnie większość potraw, umyć ręce (nie liczmy, że zrobi to dobrze, więc lepiej dyskretnie sprawdzić), nieobce powinny być mu kredki (to na razie próby rysowania, ale bardzo istotne) i plastelina czy nożyczki. To czas wspólnego sprzątania pokoju ("Proszę, włóż te klocki do pudełka"). Większość czterolatków potrafi rozbierać się szybko i bez problemu, myć zęby w obecności dorosłego, pomagać przy nakrywaniu stołu. Pięciolatek i dziecko sześcioletnie z kolei mogą same przygotować sobie łatwy posiłek: posmarować kanapkę masłem, wyjąć mleko i chrupki, mogą też, np. podlewać kwiatki. Uczeń na początku szkoły podstawowej to dziecko, które wykonuje wiele rzeczy samodzielnie, szczególnie, jeśli wcześniej miało taką możliwość. Ważne, aby przyglądać się dziecku i nie wykonywać za niego rzeczy, które może już robić samo.
Najważniejsze jednak jest to, aby zachęcać do bycia samodzielnym. Pod żadnym warunkiem nie porównuj malucha do innych dzieci. Miej dużo cierpliwości i uśmiechu dla uczącego się jakiejś aktywności pociechy. Koniecznie podkreślaj osiągnięcia i postępy dziecka. To, co jest także bardzo istotne, to wyznaczenie pewnej granicy między tym, w czym dziecko musi podporządkować się rodzicom, a tym, o czym samo może zdecydować. Klasycznym przykładem jest to, że maluch ma zjeść śniadanie, ale może wybrać, jaką chce potrawę. Najważniejsze jest jednak, aby w nauce samodzielności dziecko nie czuło presji, a miłość i cierpliwość rodziców – ale to już nauka dla nas dorosłych!
Podobne tematy
O tym rozmawiacie
Dodaj komentarz
Hit dnia
Najczęściej czytane
Ostatnie komentarze
-
(1)
Pamietam te bilanse - wszystkie dzieci zgromadzone w gabinecie pielęgniarki, każą ściągac koszulki, nie patrzą na to że człowiek się wstydzi - to była dla mnie trauma dzieciństwa. Zero prywatności i intymności.
-
(2)
ja też chciałabym skorzystać ze szkołu rodzenia. tylko czy to jest płatne? czy trzeba jakieś skierowanie od lekarza, czy po prostu można z marszu pójść tam i się zapisać?
-
(2)
ja mojego malca nie mogę położyć śpać, jak tylko dotknie ciałem materaca na łóżeczku zaczna się koncert przypominający ciężki metal... JEstem zrozpaczona i zmęczona!!!1
-
(2)
moje maluchy kochają dostawać... owoce:D cieszy mnie to bardzo, nie ciągnie ich jakoś tak do slodkości. poza tym uważam, że dużą nagroda dla dziecka jet to, że powiem mu, że jestem z niego dumna itd.
-
(4)
ja myślałam, że to tylko ja jestem taki śpioch w ciąży, ale widzę, że jest nas więcej:)
- Start
- Ciąża
- Poród
- Niemowlak
- Wideo
- Wszystkie Kategorie
Wszystkie Kategorie
x- Badania(38)
- Choroby i dolegliwości(178)
- Ciąża(273)
- Gry i zabawy (159)
- Małe Dziecko(192)
- Niemowlak(340)
- Poród(99)
- Prawo(21)
- Przedszkolak(84)
- Przepisy kulinarne(144)
- Strefa mamy(290)
- Szczepienia(32)
- Wychowanie(195)
- Zdrowe żywienie(94)
- Życie rodzinne(205)

























jakie słodkie zdjęcie! dla rodziców proces uniezależniania się jest chyba naprawdę straszny:)